Tag Archives: bibliotekarze

Next Page

Maria Helena Teresa Łubieńska-Brykczyńska (1927-2020)

Maria Helena Teresa Łubieńska-Brykczyńska; fot. z kolekcji córki Teresy Brykczyńskiej

Nadszedł ten listopadowy czas zadumy, wspominamy bliskie nam osoby, które odeszły od nas. Bibliotekarze toruńscy w tym okresie pragną przypomnieć postać skromnej, a wielce zasłużonej bibliotekarki. Odeszła od nas w styczniu tego roku.

 

Maria Helena Teresa Łubieńska-Brykczyńska (1927-2020), pracowała w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu, Bibliotece Narodowej i innych bibliotekach warszawskich. Uhonorowana medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis. Od 1947 r. związana ze Stowarzyszeniem Bibliotekarzy Polskich, Członek Honorowy SBP. Członek Stowarzyszenia Absolwentów UMK.

 

Urodziła się w 13 I 1927 r. w Warszawie. Była pierwszą córką Łubieńskich, później urodziła  się Cecylia Maria (po mężu Iwaniszewska), i najmłodsza Magdalena Zofia. Dzieciństwo razem z siostrami spędziła w Warszawie oraz w Bydgoszczy. Do Torunia rodzina Marii dotarła w 1945 r. Wcześniej w Bydgoszczy, Maria ukończyła dwie klasy w Liceum i Gimnazjum im. Kopernika. Wybrała klasę matematyczno-fizyczną, bowiem nie uczyła się wcześniej języka łacińskiego, a on był w klasach humanistycznych obowiązkowy, także na maturze. Egzamin dojrzałości, Maria (i młodsza Cecylia), zdały jeszcze przed przyjazdem do Torunia, bowiem rodzina postanowiła, że rozpoczną studia w grodzie Kopernika. W grudniu 1945 r. obie siostry podjęły studia na nowo utworzonym Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu (UMK). Także w tym samym 1950 r. obie ukończyły studia na UMK, Maria filologię francuską, Cecylia astronomię. A kiedy siostra Marii – Cecylia otrzymała pracę, etat na toruńskiej uczelni od września 1950 r. – oznaczało to dla niej, że ona etatu nie otrzyma (w Bibliotece Uniwersyteckiej, chociaż zdała prestiżowy egzamin bibliotekarski na zasadach przedwojennych). Dwie Łubieńskie – to byłoby za wiele, jak na tamte czasy – w jednej uczelni, wspominała po latach. No i jeszcze jeden szczegół – ojcem sióstr był hrabia Łubieński, a matką Zofia Slaska, oboje wywodzili się z rodzin ziemiańskich – to wówczas nie było atutem. „Były to czasy czystki na uczelni”, tak Maria określiła przełom lat 1949/1950. Młoda absolwentka filologii francuskiej odebrała dyplom 21 XII 1950 r., który legitymował magisterium, została „magistrem filozofii w zakresie filologii francuskiej”. Sam egzamin magisterski zdawała w wigilię 24 grudnia 1950 r. (święta nie były wówczas przeszkodą do przeprowadzania ważnych egzaminów).

Państwo Łubieńscy w Toruniu (1951), siedzą rodzice Marii, Zofia ze Slaskich Łubieńska i Henryk Łubieński, stoją od prawej narzeczony, (później mąż Cecylii) Henryk Iwaniszewski, Cecylia Łubieńska, i Maria (po męża Brykczyńska), oraz młodsza Magdalenafot. z kolekcji Cecylii Iwaniszewskiej i Magdaleny Łubieńskiej

Maria podjęła pracę w BU od drugiego roku studiów, dokładnie od 6 (niekiedy podawana jest informacja, iż od 8) II 1947 r. (i pozostała tam do 31 III 1951). W tym czasie zapisała się do Związku Bibliotekarzy i Archiwistów Polskich (ZBiAP) – koła toruńskiego, (które było kontynuacją powojennego Koła Pomorskiego, przed wojną bibliotekarze z Torunia i Pomorza mieli wspólną strukturę z Poznaniem i Wielkopolską – Koło Poznańsko-Pomorskie ZBP). Chętnie skorzystała z oferty jaką studentom złożyła BU w Toruniu, dotyczyła ona zatrudnienia w Zbiornicy Księgozbiorów Zabezpieczonych w Toruniu. Podjęła się pracy, jak sama określiła, aby „dorobić trochę grosza”. Chyba nie przypuszczała, że ten wybór zmieni jej całe życie. W czasie kiedy Maria rozpoczynała pracę w BU, kierował biblioteką i najbardziej młodym bibliotekarzom sprzyjał, wilnianin dr Stefan Burhardt. Wówczas w bibliotece pracowali także: dr Maria Dunajówna, lwowianin dr Walerian Preisner, wilnianin Stanisław Lisowski (kustosz Biblioteki Uniwersyteckiej i Publicznej USB w Wilnie, ale i przyjaciel Zygmunta Mocarskiego, przedwojennego dyrektora Książnicy Miejskiej w Toruniu), Janina Węglarzowa (doskonale znająca język niemiecki, to do niej odsyłano „młodych” w przypadku trudności z odczytaniem tekstu, także tego w gotyku, ją proszono o konsultacje). Z młodego pokolenia Maria zapamiętała z BU Barbarę Gąsowską (później żonę J. Serczyka), Marię Mołodcównę (starszą siostra Zofii), Jerzego Serczyka. Jej praca polegała na selekcji przywiezionych księgozbiorów z Pomorza. Później młodych przydzielono do poszczególnych działów biblioteki, Maria miała dyżury w Czytelni, w Dziale Inwentarzy, Prohibitów, którym kierował kustosz Lisowski. Dyrektor Burhardt bardzo liczył na młodych, obiecywał, że po reformie, zdany egzamin i magisterium, zapewni awans. W opinii jaką sporządził o Marii (9 XI 1948), czytamy, że zyskała pełne uznanie Michała Dzikowskiego, jak i W. Preisnera, czy kustosza Lisowskiego, jak i dyrektora BU, pisał: „swą inteligentną i sumienną pracą w biurze katalogowania w ciągu kilku tygodni, dublowała kartki i zaczęła <katalogować systemem uproszczonym>”. Od 1 II 1948 r. pełniła stałe zastępstwo w Czytelni Głównej na dyżurach popołudniowych i niedzielnych, „ku zadowoleniu czytelników i przełożonych”. Uporządkowała „bibliotekę biurową” i „dział druków zastrzeżonych” (symbol nadciągających czasów stalinizmu). Chwalił jej gruntowną znajomość języków obcych, szczególnie francuskiego, ale i dobrą łacinę i niemiecki, w podsumowaniu dodał: „zamiłowanie do fachu bibliotekarskiego, solidność i powaga, punktualność, dają nadzieję, że może się wyrodzić na dobrego bibliotekarza”. Z tak wspaniałą opinią Maria przystąpiła w dniach 18 i 19 listopada 1948 r. do egzaminu kandydatów na stanowisko II kategorii państwowej służby bibliotecznej, który został zorganizowany przez Ministerstwo Oświaty. Zdała z wynikiem dobrym. Zapamiętała, że w komisji egzaminacyjnej był Jan Baumgart i Aleksander Birkenmajer (był on przewodniczącym komisji egzaminacyjnej). Dyrektor Burhardt przekonywał i pomagał w trakcie przygotowywania się do tego trudnego egzaminu – tak go wspominała Maria. Mawiał, iż nie może im zapłacić, to chciał im umożliwić uzyskanie wysokich kwalifikacji. Nie wszyscy starsi bibliotekarze kibicowali młodym ambitnym bibliotekarzom. Maria skonstatowała: „myśmy byli młodzi, pełni zapału, douczaliśmy się wzajemnie i odnieśliśmy sukces”. Bardzo mile Maria wspominała pracę z Marią Mołodcówną – to dzięki protekcji „Muchy”, która zastępowała kustosza M. Dzikowskiego, który kierował działem, została przyjęta do Katalogu Rzeczowego w 1949 r. W lecie 1950 r. miała okazję wprowadzić w tajniki pracy nowego bibliotekarza Wiesława Mincera, (który wcześniej pracował w Książnicy Miejskiej, a później zorganizował i przez długie lata kierował Informacją Naukową BU). Po uzyskaniu magisterium, kiedy nie otrzymała propozycji etatu w BU wyjechała do Warszawy. Z żalem skonstatowała, że nie podniesiono jej nawet stawki płacy, w zasadzie utrzymano „status quo”. Mile wspominała koleżeńskiego Henryka Baranowskiego, (który w kole toruńskim ZBiAP organizował herbatki i potańcówki, ale i rozgrywki sportowe bibliotekarzy) oraz sympatycznego romanistę W. Preisnera, który prowadził lektoraty z języka włoskiego i wykłady z literatury włoskiej – podkreślała, że bibliotekarze chętnie na nie uczęszczali. W trakcie swej pracy w BU należała do Bratniej Pomocy Studenckiej UMK (1945-1948), Koła Romanistów Studentów UMK (1946-1950), była prezesem Koła w l. 1947-1950. Należała także do ZNP (od 1948), Ligii Kobiet i Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR; od 1950). Do tego ostatniego, jak wspomina Cecylia, zapisała się za namową ojca. Maria należała także do Chóru Akademickiego w l. 1945-1948, którym dyrygował Klemens Krajewski, a później Jan Michał Wieczorek. Próby odbywały się na I piętrze w gmachu przy ul. Fredry 6/8, po ich zakończeniu na parterze chórzystki spotykały się w Cukierni Akademickiej. W domu rodzinnym Marii wpojono dzieciom głęboką i prawdziwą wiarę, i szacunek do Kościoła katolickiego. Dlatego nie dziwi, że Maria zapisała się i działała w toruńskiej Sodalicji Mariańskiej Akademiczek i Caritasie Academica, podobnie, jak jej młodsza siostra Cecylia.

Siostry Łubieńskie (od lewej): Cecylia, Magdalena i Maria; fot. z kolekcji Cecylii Iwaniszewskiej i Magdaleny Łubieńskiej

Po wyjeździe do stolicy, już nigdy nie wróciła do pracy w toruńskiej bibliotece. W Warszawie, pracowała w Bibliotece Narodowej od 1 IV 1951 r. do 31 X 1955 r., początkowo w Instytucie Bibliograficznym, a od września 1953 r. do 1955 r. w Dziale Bibliografii Zawartości Czasopism. Do BN ponownie powróciła, pracowała wówczas (od czerwca 1972 do marca 1973) w zespole nad II. Zautomatyzowanym Katalogiem książek zagranicznych (w Zakładzie Katalogów Centralnych, była kierownikiem Sekcji Automatyzacji). W bibliotekarstwie podejmowała się wielu wyzwań dotyczących informacji naukowej i nowych technologii czy zagadnień dotyczących kształcenia bibliotekarzy nie tylko w Polsce.

W trakcie pracy w Warszawie założyła rodzinę (ślub 1955). Jej mężem został mgr inż. Michał Brykczyński h. Gwiaździcz. Obowiązki rodzinne, mąż, który w wyniku szykan nie uzyskał pracy na uczelni, a otrzymał nakaz pracy w PGR w Połczynie Zdroju (kiedyś koszalińskie, aktualnie zachodniopomorskie), spowodowały, że nie zakończyły się powodzeniem jej starania i prace nad doktoratem.

Rodzina Marii i Michała Brykczyńskich; fot. z kolekcji Cecylii Iwaniszewskiej i Magdaleny Łubieńskiej

Do stolicy wróciła na przełomie lat 1958 i 1959, z pasją pracowała w Dziale Informacji Naukowej i Wydawnictw Instytutu Maszyn Matematycznych PAN w Warszawie (1 VIII 1959-28 II 1969). Zdała wówczas z oceną bardzo dobrą, egzamin dla kandydatów na stanowisko bibliotekarza dyplomowanego (2-6 XII 1963), pracowała (w l. 1967-1968) nad jednym z pierwszych w Polsce systemów automatyzacji prac bibliograficznych INBI. Później pracowała w Bibliotece PAN w Warszawie, była kierownikiem Działu Informacji Naukowej (1 III 1969-31 V 1972). Od 1 VI 1972 pracowała w BN; a następnie w Bibliotece SGH (1974-1988), była kierownikiem Sekcji Automatyzacji, w Bibliotece Publicznej m. st. Warszawy, kierowała Działem Bibliologii (1986-1991). Po przejściu na emeryturę, w l. 1994-1997 pracowała, była kierownikiem, w Prywatnej Wyższej Szkole Handlowej (ob. Uczelnia Łazarskiego), stworzyła tam bibliotekę naukową od podstaw.

Maria Helena Teresa Łubieńska-Brykczyńska; fot. z kolekcji Cecylii Iwaniszewskiej i Magdaleny Łubieńskiej

Od 1947 r. należała do ZBiAP, który od 1953 r. działa jako Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich (SBP). W swych wspomnieniach zaznaczyła, że czuła się zaszczycona w Toruniu, kiedy mogła w trakcie zebrań wysłuchać referatów M. Dunajówny, W. Preisnera, czy S. Lisowskiego. W l. 1974-1976 pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Zarządu Okręgu Warszawskiego SBP, a następnie (1976-1979 oraz 1981-1997) była jego przewodniczącą. W l. osiemdziesiątych, kierowała Komisją Współpracy Międzynarodowej SBP (1984-1987). Dzięki doskonałej znajomości francuskiego, angielskiego i niemieckiego uczestniczyła w międzynarodowych konferencjach, w kongresach IFLA, z pasją popularyzowała wiedzę o rozwoju światowego bibliotekarstwa. Była członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej ZG SBP (1989-1993), a w l. 1997-2001 aktywnie uczestniczyła w pracach Zespołu Historyczno-Pamiętnikarskiego przy Oddziale Warszawskim SBP. Zainicjowała organizowane przez Okręg Warszawski SBP szkolenia, spotkania edukacyjne i elitarne Konwersatorium Bibliotekoznawcze prowadzone w l. 1973-1979 bezpośrednio przez Zarząd Okręgu, a następnie przez Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej UW. Brykczyńska podsumowała swą działalność w SBP w stolicy: Wspomnienia z mojej działalności w Oddziale Stołecznym SBP (1972-1997), (Bibliotekarz 2018, nr 10). Znalazł się tam cenny opis trudnych czasów SBP w latach 80., kryzys zaufania, zjazd wrześniowy w Poznaniu, rozłam, skrócenie kadencji władz i nadzwyczajne wybory. Czasy powstawania „Solidarności”, to jej dojrzała decyzja, by zostać przewodniczącą stołecznego Okręgu SBP w l. 1981-1985, kadencji kluczowej z wielu powodów. Złamano wówczas Statut SBP, w kluczowym głosowaniu nad przystąpieniem Stowarzyszenia do PRON, odbyło się to na jesieni 1982 r. Brykczyńska w swym wystąpieniu przedstawiła negatywne skutki politycznego zaangażowania SBP. Decyzję określiła, jako „szkodliwą”.

Starała się tak traktować młodych bibliotekarzy, jak wileński torunianin S. Burhardt kiedy ona sama rozpoczynała pracę w zawodzie w Toruniu. W życiu zawodowym osiągnęła najwyższy stopień awansu – była starszym kustoszem dyplomowanym. Uhonorowano ją w 2017 r., w roku stulecia SBP, Krajowy Zjazd Delegatów SBP przyznał Jej godność Honorowego Członka SBP.

Zmarła 25 I 2020 r. w Warszawie, uroczystości żałobne odbyły w kościele pod wezwaniem Św. Huberta w Zalesiu Górnym k. Warszawy 31 stycznia.

dr Katarzyna Tomkowiak

15 czerwca minie piąta rocznica śmierci Janiny Huppenthal (1928–2013)

15 czerwca minie piąta rocznica śmierci Janiny Huppenthal (1928–2013)

 

Kto miłuje księgi, nie miewa tęskności…

A dodatkowo, kto ceni poezję, zarówno tę wzniosłą, jak i tę, z której humor tryska obficie, to musi zostać… bibliotekarzem?

Janina Huppenthal musiała i chciała.

 

Pracowała w Książnicy prawie czterdzieści lat. Zaczynała tuż po studiach, z nakazem pracy, (na jego mocy miała pracować od 1 grudnia 1952 do 3 listopada 1955), ale ona już 1 sierpnia 1952 r. stawiła się do biblioteki. Bo dla Niej to było spełnienie marzeń – a nie przymus!

Absolwentka toruńskiej polonistyki, (zajęcia miała u obu Górskich Konrada – filologa i historyka Karola), kierowała Ośrodkiem Informacyjno-Bibliograficznym, później Działem Udostępniania, by od 1975 r. zostać wicedyrektorem już Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Książnicy Miejskiej w Toruniu.

 

Pracowała z pasją, a wykonywane obowiązki dawały jej dużą satysfakcję. Czego można życzyć więcej? Sama o sobie powiedziała: Życie moje było pogodne i szczęśliwe, choć bogate w wydarzenia. Kochałam i byłam kochana.

Przygotowywała dla przyjaciół piękne zakładki. Lubiła poezje Gałczyńskiego (Zaczarowaną dorożkę) i Tuwima (podobnie jak dyrektor Alojzy Tujakowski – oczarował ją Piotr Płaksin), ale i gustowała w strofach Sotera Rozbickiego, radości niezmiernej dostarczał jej tekst Kochasie i koza – o takim cymbale co się bymbał.

Ale także wraz z Danusią Krełowską rozczytywała się w zbiorku pieśni z zasobów Walentego Fiałka – a tam w Mękach piekielnych, napisanych z początkiem XIX w., ich opis był i straszny i śmieszny zarazem – bo niewiarygodny! Miała ogromne poczucie humoru i kochała ludzi – nie tylko bibliotekarzy!

Chętnie obdarowywała wedlowskim ptasim mleczkiem, (często prelegentów na spotkaniach bibliofilskich, właśnie pudełeczkiem tych czekoladek!). Ceniła ciasto z Hortexu, szczególnie w czasach, kiedy trudno było je zdobyć, chociaż sama piekła doskonale. Marzenka Gurtowska przygotowywała dla niej śmietankowca – wzrokiem, już na progu pochłaniał je Lesiu – jej mąż, całkowicie i bezgranicznie w nią zapatrzony.

Jej dom przy ulicy Kraszewskiego był otwarty dla wielu bibliotekarzy i bibliofilów. Była gościnna i rodzinna. Była dumna i kochała męża Lesława, znanego „chemika od polimerów” oraz swą jedyną córkę Zosię (prywatnie doskonałą tenisistkę i miłośniczkę astronomii).

 

Przez życie przeszła śpiewająco – chociaż tylko jako młoda studentka śpiewała w Chórze Akademickim Studentów UMK, którego dyrygentem był  Jan Michał Wieczorek.

Była i została Pierwszą Damą Książnicy. Znakomitym bibliotekarzem i bibliografem z upodobania, członkiem Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich (ceniła Renię Sakrajdę – Honorowego członka SBP). Ale i pedagogiem, przez dwadzieścia lat kierowała toruńska filią Centrum Kształcenia Ustawicznego Bibliotekarzy w Warszawie (schedę zostawiła Zosi Pawlikowskiej). W środowisku ludzi książki, była uznanym bibliofilem – długoletnim prezesem Towarzystwa Bibliofilów im. J. Lelewela w Toruniu. To za te Toruńskie Ksiąg Miłowanie komilitoni z Lublina uhonorowali ją Orderem Białego Kruka ze Słonecznikiem. W  pracy bibliofilskiej wsparciem był dla niej red. Stanisław Frankowski, ale i przez nią wprowadzony do bibliofilskiej braci Olek Kotlewski. Bibliofile z Poznania, jak i bibliotekarze z Wielkopolski, szczególnie ją doceniali, a i ona z nimi lubiła współpracować.

Jej czasy to epoka druku – i jej pięknodruczków, które współtworzyła z czarodziejem typografii Zygfrydem Gardzielewskim – szefem oficyny w Książnicy. Ceniła i lubiła dyrektora Tujakowskiego – dbała, by o nim nie zapomniano w Toruniu.

O niej pamiętała zawsze! i utrwalała to co nam  „umyka”, tak szybko z pamięci, jej ukochana Danusia Krełowska. Dla której była nie tylko Panią Dyrektor, ale Przyjacielem – co często w swych tekstach podkreślała. To Danusi, kiedy została podobnie jak ona wicedyrektorem – ofiarowała druk  z sentencją Świętego Jana Pawła II: Celem pracy, każdej pracy, jest zawsze człowiek (Fides et ratio).

 

Janina Huppental w pełni to przesłanie Naszego papieża zrealizowała.

Dr Katarzyna Tomkowiak

15 czerwca, o godz. 12.00, dyrekcja i pracownicy Książnicy, członkowie Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich oraz Towarzystwa Bibliofilów im. J. Lelewela w Toruniu – złożą kwiaty na jej grobie, który znajduje się na cmentarzu św. Jerzego przy ul. Gałczyńskiego

18 czerwca, o godz. 11.00, w holu Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu uczcimy pamięć Janiny Huppenthal (1928–2013), zostanie uroczyście otwarta okolicznościowa ekspozycja Jej poświęcona.

Janusz Tondel – Kniaź i królowa jednej nocy w Bibliotece Uniwersyteckiej

 

Janusz Tondel

Kniaź i królowa jednej nocy w Bibliotece Uniwersyteckiej
Reminiscencje

Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika

Toruń 2016

Sygnatura SIRr XXXVb/20

Prof. dr hab. Janusz Tondel z  Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii całe swoje życie zawodowe związał z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu.

W latach 1971-1977 zatrudniony był w Bibliotece Uniwersyteckiej jako bibliotekarz.

W tym czasie biblioteka zmieniła swoja siedzibę – z Bydgoskiego Przedmieścia przeniesiona została na Bielany.

Profesor na kartach pamiętnika „Kniaź i królowa jednej nocy w Bibliotece Uniwersyteckiej” dzieli się wspomnieniami o codziennym dniu biblioteki, o wydarzeniach jakie miały w tedy miejsce, oraz co najciekawsze o bibliotekarzach i pracownikach biblioteki wszystkich szczebli.

Książka podzielona jest na trzy części:

  • W starym budynku na Chopina
  • W nowym gmachu na Bielanach
  • Ilustracje

Pamiętnik napisany jest w sposób nietuzinkowy, niekiedy zabawny, ujmujący życzliwością.

Książka bogata jest w fakty, ciekawostki i anegdoty.

Nie jest to sprawozdanie z działalności biblioteki.

To osobisty obraz zachowany w pamięci profesora, reminiscencje czasem ważne, czasem błahe, które oddają klimat minionych lat.